„Niebezpieczne związki” a „Szkoła uwodzenia” – omówienie i porównanie

Niebezpieczne związki Stephena Frearsa i Szkoła uwodzenia Rogera Kumbla czyli dwa filmy traktujące o tym samym w zupełnie inny sposób

szkola_uwodzenia

„Niebezpieczne związki” Pierre’a Choderlos’a de Laclos, powieść z końca XVIII wieku stała się podstawą fabuły obu wspomnianych wyżej filmów. Stworzone w odstępstwie 11 lat obrazy, mimo że w gruncie rzeczy opowiadają tą samą historię, w mojej ocenie są całkiem różne, przede wszystkim w odniesieniu do stopnia powodzenia obu dzieł, i nie mam tu na myśli nagród i nominacji, choć i pod tym względem Niebezpieczne związki i Szkoła uwodzenia to jakby dwie, zupełnie inne kategorie. Ale od początku.

Niebezpieczne związki Stephena Frearsa to opowieść o amoralnym świecie francuskiej arystokracji, która pod płaszczem manier i dystynkcji, skrywa swą mroczną twarz. Jedną z głównych bohaterek filmu jest Marquise Isabelle de Merteuil (Glenn Close), ważna persona śmietanki towarzyskiej Paryża. Uchodząca za cnotliwą wdowę Marquise to w rzeczywistości wichrzycielka i uwodzicielka w jednej osobie, istny wilk w owczej skórze (a raczej wilczyca). Nie lubi gdy jej się odmawia i stawia żądania; wszyscy mają tańczyć tak, jak zechce. Jedną z osób ochoczo podrygujących wokół Isabelle de Merteuil jest Vicomte Sébastien de Valmont (John Malkovich). To krnąbrny arystokrata, którego cyniczne usposobienie stało się pułapką dla niejednej damy z towarzystwa; Valmont to niepoprawny uwodziciel, który za nic ma dobre maniery i miłość, której strzeże się jak ognia. Jego fascynacja Marquise de Merteuil staje się zaczątkiem układu, którego głównym celem staje się zemsta Marquise na niedawnym kochanku, który odtrącił jej względy, aby wziąć za żonę młodą i niewinną Cécile de Volanges (Uma Thurman) – wychowankę klasztoru, strzeżącego, zarówno czystości jej łona, jak i ducha. Marquise namawia Valmonta do uwiedzenia Cecile, aby dawny kochanek Isabelle w noc poślubną odkrył, że jego niewiasta już dawno ma za sobą czasy niewinności i godnego prowadzenia się. Uznając wyzwanie uwiedzenia naiwnej Cecile za mało wymagające, Valmont proponuje Marquise inny plan, którego celem staje się Madame Marie de Tourve (Michelle Pfeiffer) – uosobienie dobroci i cnót wszelakich. Madame de Tourve jest zamężną kobietą, katoliczką która wierność wiecznie nieobecnemu mężowi uznaje za priorytet, od którego nie ma żadnego odstępstwa. Celem Valmonta staje się uwiedzenie Madame de Tourve, w zamian za co Marquise ma mu się oddać, czego Valmont pragnie ponad wszystko.

Niebezpieczne związki to rzeczywisty obraz na to, jak wyglądały wyższe swery XVIII – wiecznej Europy (bo nie tylko Francji). Zakulisowe rozmowy, tajemnice i seksualne wyzwolenie dały początek nowej świadomości, która kładzie się cieniem na zmanieryzowany świat arystokracji. Film w doskonały sposób pokazuje dwulicowość natury ludzkiej, ale także jej sposób do zmieniania się. Cyniczny jak dotąd Valmont, pod wpływem Madame de Tourve zdaje się pokornieć, pod naporem jej dobroci i autentycznej cnotliwości. Jedyną osobą niewzruszoną na wszystkie bodźce z otaczającej rzeczywistości, zdaje się być Marquise de Martail, której chłodne usposobienie, dbające o pozory, stoi w opozycji do wszelkich uczuć jakie może odczuwać człowiek. Jedyną wartością, którą Marquise cenni ponad wszystko to wolność, jaką może cieszyć się zarówno w łóżku, jak i poza nim. To ona mówi kiedy, gdzie i z kim; to ona wyznacza standardy i granice, do których można się posunąć. Świat kłamstw i intryg to jej chleb powszedni, w którym czuje się jak ryba w wodzie. W tej całej „rewolucji seksualnej” i wyzwoleniu coraz bardziej odosobniona jest Madame de Tourve, której wartości zdają się być już tylko reliktem dawnej epoki. Nawet niewinna jak dotąd Cecile, ulega urokowi Valmonta, czym spełnia on wolę Marquise.

Film Niebezpieczne związki to dzieło wybitne, zarówno pod względem kreacji aktorskich, jak i scenografii i scenariusza. Szczególnie zachwyca w nim Glenn Close oraz John Malkovich, który w mojej ocenie zasłużył tą rolę na złotego Oscara. Jego interpretacja Valmonta oddaje niesamowity dualizm osobowościowy, a ponad to wszystkie emocje oraz zmieniającą się postawę tego uwodziciela, którą bez przeszkód można odczytać z jego twarzy. Niesamowita gra mimiką oraz chodem, który wygląda tak jakby Valmont słaniał się niejako po salonach, a nie w rzeczywistości chodził. Niesamowity występ Malkovicha.

No i w końcu mamy kolejną interpretację powieści czyli uwspółcześnioną wersję Niebezpiecznych związkówSzkoła uwodzenia. Fabularna podstawa pozostaje bez zmian, zmienia się jedynie czas i miejsce akcji. Zamiast Vicomte Sébastien de Valmont mamy Sebastiana Valmonta, którego gra tu Ryan Phillippe; w odpowiedzi na Marquise Isabelle de Merteuil, dostajemy Kathryn Merteuil (Sarah Michelle Gellar); w rolę Madame Marie de Tourve wciela się Reese Witherspoon jako Annette Hargrove; Cécile de Volanges przekształca się w Cecile Caldwell, w którą wciela się Selma Blair, a cała akcja rozgrywa się współcześnie (film jest z 1999 roku) w Stanach, a nie we Francji. Niestety, różnic jest więcej, z niekorzystnym rezultatem dla uwspółcześnionej wersji. Tym, co w filmie Stephena Frearsa stanowiło niejako trzon całego filmu, był istny bum seksualny, rewolucja osobowościowa, która dokonywała się w osiemnastym i dziewiętnastym stuleciu, wśród mieszczan, szlachty i arystokracji, zapewne też na dworze królewskim. Tak w filmie Szkoła uwodzenia wszystko zostaje sprowadzone do zblazowanej, bogatej młodzieży, której knucie i intrygi są raczej wyrazem buntu przeciwko rodzicom niż jakimś ideologicznym poczynaniem. Pod tym i kilkoma innymi względami, sama koncepcja filmu jest nazbyt rozdmuchana, bo w gruncie rzeczy wszystko zostało maksymalnie spłycone, aby każdy przeciętny widz zrozumiał, o co w filmie chodzi. Choćby Cecile w interpretacji Salmy Blair to nieudana kopia Umy Thurman, która tu zdaje się być raczej lekko przygłupią dziewczyną, wyrwaną spod szczelnego klosza matki, aniżeli zagubioną młodą kobietą, którą zmusza się do zaaranżowanego małżeństwa z nieznanym sobie mężczyzną. Co do postaci Kathryn mam także obawy. Z braku większego pomysłu na to jak pokazać demoniczną Glenn Close z Niebezpiecznych związków w interpretacji wątłej i miernej Sarah Michelle Gellar, sprowadzono postać Marquise do ćpającej gówniary, której bez wątpienia brak piątej klepki i dobrego wychowania. Można by tak tylko wymieniać kolejne potknięcia współczesnej interpretacji, która nijak się ma do genialnych Niebezpiecznych związków Frearsa, które w mojej ocenie są jedyną, słuszną adaptacji książki. Nie warto poprawiać czegoś, co jest w niemal każdym aspekcie perfekcyjne (nawet Milos Forman ze swoim źle dobranym aktorsko Valmontem, może pójść w odstawkę). A więc, jeżeli ktoś nie widział Niebezpiecznych związków, a oglądał Szkołę uwodzenia, niech długo się nie zastanawia i sięgnie po ten film, z którego kunszt zarówno reżyserski, jak i aktorski, wręcz wylewa się z ekranu.