„Pamięć absolutna” (2012) – recenzja

„Pamięć absolutna” to film, który zna na pewno znakomita większość kinomanów, o ile nie wszyscy.

Jeżeli ktoś nie widział nowej wersji z 2012 roku, to na pewno oglądał klasyk z lat 90 – tych, z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. Do niedawna należałam zapewne do mniejszości, bo obce były mi obie wersje tego filmu. Wiem – wstyd, ale co nieco się zrehabilitowałam i nareszcie zobaczyłam, tym razem nowszą wersję „Pamięci absolutnej” z Colinem Farrellem w roli głównej. To historia osadzona, gdzieś, w bliżej nieokreślonej przyszłości. Douglas Quaid grany przez Farrella, to jeden z typowych mieszkańców Ziemskiej rzeczywistości. Ma pracę, żonę, kolegów, ulubiony pub i zdawać by się mogło, spokojne i uporządkowane życie. Znużony swym zwyczajnym i nudnym bytem Doug, pewnego dnia udaje się do siedziby firmy, która jest w stanie wszczepić mu dowolne wspomnienia, aby mógł przeżyć przygodę życia. Warunek jest jeden – wspomnienia, które chce sobie wszczepić, nie mogą mieć związku z jego dotychczasowym życiem.

Patrząc z perspektywy osoby, która nie widziała pierwowzoru oraz pierwszej adaptacji książki „Przypomnimy to panu hurtowo”, mogę z całą pewnością przyznać, że film „Pamięć absolutna” to na pewno nie dzieło wybitne, ale z pewnością spełniające swoją rolę, jaką jest rozrywka. To film, przy którym chrupanie popcornu, nie będzie przeszkadzało, bo tak naprawdę nie ma w czym. Akcja toczy się w miarę szybko i klarownie, pociski świszczą, pościgów mamy co niemiara, dodatkowo wątek kwazi miłosny, bunt jednostki przeciw systemowi oraz bohater, który przebył długą drogę, aby teraz stać się jedyną nadzieją uciskanej ludności. Wszystko tu gra, wszystko jest na swoim miejscu. Może jedynie Farrellowi brak nieco charyzmy, dzięki której mógłby wbić się się on w pamięć odbiorcy, na dłużej niż czas seansu z filmem, ale wszystkiego mieć nie można. Ponadto dostajemy furę efektów specjalnych oraz trochę humoru, który chyba lepiej smakował w latach 90 – tych.

„Pamięć absolutna” to kino sci – fi, z nieco przymrużonym okiem. To nie superprodukcja na miarę „Incepcji” czy „Interstellara”. To odświeżona wersja szlagieru, który dla wielu fanów Schwarzeneggera, jest jak potwarz, której nawet nie warto oglądać. Wiemy jednak, że sentyment to silne uczucie, które może szczelnie zablokować i uniemożliwić odpowiedni odbiór filmu. Moja rada jest taka – lepiej nie oglądać remaków czy rebootów filmów, które kochamy, bo po prostu szkoda czasu. Z góry skazujemy je na porażkę, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Patrząc jednak świeżym okiem na film Lena Wisemana, muszę przyznać, że rozrywki jest sporo, dodatkowo jest wiele zwrotów akcji, a także fabuła, która może zaskoczyć, o ile jest to pierwszy seans z filmową adaptacją. Tak czy owak, „Pamięć absolutna” to film na raz, może dwa, może trzy razy, gdy tylko chcemy popatrzeć na dobrą rozrywkę z colą i czymś do chrupania w ręku.